"gonna go far, with charisma and skill until they put my face on a million dollar bill"
Slug

niedziela, 27 grudnia 2009

Havin' Fun :)

wtorek, 8 grudnia 2009

UPDATE: Roman żyje :P

Zapowiada się pracowity grudzień, więc warto coś napisać na blogu, żeby była większa motywacja :D Tym bardziej, że ostatnie dni jakieś mętne i do działań nie zachęcają. Dopiero co się pozbierałem z grypy, która mnie porozkładała jak wietnamczyk zegarki na targu. Na placu szaro, ani się nie chce placków w pracy rozwozić, na imprezach też jakoś forma spadła ( :P ) i ogólnie zdupny nastrój.

Udało się całe szczęście, mój pokój (studio moje piękne :D ) pomalować na jebucki pomarańcz i jakoś tak świeżej, aż się chce coś podziałać. I działam, działam - niebawem premiera czegoś nowego, tylko czekam aż chałupa będzie pusta, bo mi jakoś głupio do mikrofonu nawijać, kiedy sagrada familia w domu.

A zainspirował mnie Tarantino. :D Co prawda "Bękarty..." mi nie bardzo podejszły, ale za to postanowiłem nadrobić zaległości i jeszcze podczas choroby obejrzałem "Wściekłe Psy". I to jest psze państwa Tarantino dla mnie. :D Polecam stanowczo!


A'propos bękartów - rozmówki włoskie, które wpadły mi w ręce jak kiedyś piłem wódkę w księgarni :D

No i kurde na uczelni mojej przeukochanej, promotor dziś z uśmieszkiem rzucił "a podziałał Pan coś już? Bo wie Pan, grudzień już jest ;)". Noszfak, niestety ma rację, więc trzeba poleku się zabrać za pracę przejściową nr 2. 

A z takich bardziej pozytywnych wydarzeń, to załapaliśmy z Moniką kolejny kontakt - chętnych na stronkę www i w przyszłym tygodniu najprawdopodobniej się w tej sprawie dogadamy. Wtedy napiszę, może kto to i o co cho, bo myślę, że warto będzie o nich i ich wyczynie wspomnieć. :)

A, że dziś wtorek to w ramach ustanawiania nawyków, muzyczny akcencik:

KT Tunstall, szkotka, młoda artystka, pikna, zdolna i wokal z pazurkiem, taki jak lubię, a jeszcze w tym wykonaniu, sama zagrała i zgrała wszystkie partie na żywo. Aż się zacząłem zastanawiać, czy klawir mój, sprzęgnięty z komputerem dałby tak radę na żywo. :) Pożyjemy, zobaczymy. Zobaczcie sami:



poniedziałek, 9 listopada 2009

mp3_wtorek #1: Rob Dougan

Zgodnie z zapowiedziami zaczynam cykl muzyczny :D

Dzisiaj (piszę to w poniedziałek) na dworze mleko takie, że OJAJEBIE. Super się jeździ jak widać na 10 metrów przed maską. :D (pozdrowienia dla pana co jechał na rowerze z dynamem po Niedurnego w tych warunkach - może jeszcze żyje). Klimacik jest, więc i przydałaby się jakaś klimatyczna muza.

Rob Dougan (albo Rob D) - koleś z Australii, tworzy muzę będącą połączeniem wielu gatunków, coś w stylu muzyki filmowej, z trip-hopowymi motywami i bluseowym wokalem. Czyli klimat w sam raz dla mnie. ;D Zasłynął przede wszystkim kawałkiem "Furious Angels", który pojawił się na soundtracku do Matrixa. Wielu zna ten kawałek, nieliczni jednak wiedzą, że oryginał istnieje w wersji z wokalem, który to wokal nadaje troszkę inny wydźwięk całemu utworowi, przez co przestaje już być tylko "zajebistym podkładem pod filmowe pojedynki".


Kawałek pochodzi z płyty o tym samym tytule, a właściwie z dwuapaka, bo na jednej płycie są wersje wokalne, na drugiej instrumentalne. Polecam, jeśli ktoś lubi takie klimaty.

Warto też zobaczyć teledysk do tego utworu.


Jak widać teledysk z cyklu: przez cały klip ktoś gdzieś zapiernicza, a na końcu ZONK :D


To tyle na dziś. Wszystkie kawałki z cyklu mp3_wtorek można ściągnąć tu:

http://sites.google.com/site/reverendredrum/mp3_wtorek

Oczywiście po 24h należy utwory usunąć i/albo wyrzucić komputer przez okno. A jak się komuś na serio podoba, to niech sobie kupi oryginał :)

pozdr R.


Aha jakby co z tym odtwarzaczem mp3 nie działało to prawy myszki -> 'powiększ', a potem znowu prawy i 'pokaż całość' :P

środa, 28 października 2009

Dwunasta nad ranem

Aaaachh, jesień!

polska, złota... zimna, mokra, szara, zasmarkolona i odrętwiająca. Aż się nie chce z domu wychodzić... Jakoś nigdy mi jesień nie przeszkadzała, ale w tym roku jakoś dziwnie jest. Niczego sobie nie potrafię ułożyć. Niby mam zajęcia na uczelni tylko 3, a właściwie to 2 dni w tygodniu a jednak, od pewnego czasu, chodzę jakiś rozpieprzony. Siedzę do 2 w nocy, bo niby trzeba skończyć stronki na zamówienie, (a wyrasta przy tym pełno małych, a ostro wpieniających problemów - a tu do serwera się nie można dostać, a tu php nie działa), ale ciężko się skupić, jak człowiek niewyspany. Wcześniej nie zasnę, bo przecież spałem popołudniu. A spałem popołudniu, bo musiałem wstać o 7:00 (środek nocy) na zajęcia. Na uczelni oczywiście jestem półprzytomny. Nocny Romek, nie ma co. Wszystko kurde na opak. Matka mi truje, że nienormalny jestem i w sumie słusznie. Trzeba to wszystko poukładać. Jak się w końcu mogę wyspać, to wstaję o 12 i w sumie też cały dzień z dupy, bo zanim się pozbieram to już trzeba na 18 do roboty śmigać (ta, wiem że 6 godzin, ale to nie je tak hop siup). Jak już wsiadam do auta i jadę do tej roboty z poczuciem, że znowu nie zrobiłem, tego co zaplanowałem, to sobie myślę: "tigera se wypijesz, siądziesz wieczorem - zrobisz co trzeba". I co? I jajco, przychodzę zmęczony siadam przed kompem i coś tam postukam, ale kupsko z tego wyjdzie. 2 w nocy i powtórka z rozrywki. :P Chciałoby się potworzyć nutkę jakąś w Reasonie, ale do tego trzeba być odprężonym i w miarę wypoczętym, a póki co mam 1000 myśli na raz i efekty mizerne...

Zima coraz bliżej i wypadałoby się do sezonu kondycyjnie przygotować, ale gdzie? Na rower? W taką pogodę? W sumie można i już mnie coraz bardziej ciągnie :P Ech.

Najgorsze, że mnie ciągle coś odciąga, od tych naprawdę ważnych rzeczy. Najgorzej przed kompem - to jest najgorszy nałóg, bo nie ma takich skrajnie tragicznych skutków jak narkotyki czy inne używki. Siadasz i robisz milion pięćset tysiąc niepotrzebnych rzeczy... I tak dobrze, że chociaż telewizji nie oglądam - to już by była całkowita porażka. :P Spędzać wolny czas na oglądaniu reklam przerywanych dennymi serialami.

No ale ja tu pitu pitu, a czas leci. Ponarzekałem sobie, dziś wieczór wolny, wyspałem się w końcu, to można coś podziałać. Jutro jeszcze do Taciszowa na wioskę skoczę po uczelni to może sobie dychnę od tej rutyny, a wdychnę trochę świeżego powietrza.

____ 

Przypomniał mi się a'propos mojego nałogu taki kawałek Blue Man Group - Your Attention, który jest właśnie o wszechobecnym zalewie informacji, często uniemożliwiającym ludziom działanie ;) W 1:54 spróbujcie się skupić na jednym, najważniejszym głosie :) Taka ciekawostka. Koniecznie słuchajcie na słuchawkach.




Poza tym ogólnie polecam sam zespół. Tworzą ciekawą muzykę, właściwie to eksperymentalną, grają na wymyślonych przez siebie instrumentach (np. z rur PCV). Koncerty BMG to właściwie takie trochę spektakle, polecam sobie pooglądać na YT - fajne widowisko. Liderami zespołu są niebieskie postacie w identycznych strojach, które nic nie mówią, a kontakt z publiką łapią za pomocą prostych gestów. Nie miałem jeszcze okazji być na koncercie, ale mam na DVD i kapa fest :D





________

No, do 20:00 miałem zrobić wpis - więc plan wykonany ;D Idę coś podziałać. piz!

PS. Możliwe, że będę regularnie wrzucał jakieś muzyczne ciekawostki, powiedzmy co wtorek :P Zobaczymy co z tego wyjdzie.

poniedziałek, 5 października 2009

Slowenia Potovati 2009

Pomysł na wypad do Słowenii zarzucili kilka tygodni temu Grucha z Natalią. Ich znajoma - Roma, zaczęła tam właśnie studia w ramach Erasmusa i tym samym pojawiła się możliwość zamelinowania w jednym z lublańskich akademików i szerzenia kultury polskiej na obczyźnie. Trochę miałem opory, ponieważ samochód mój z silnikiem dwudzwonowym (czyli po dwóch dzwonach) mógłby na tak długiej trasie wypiąć na mnie odwłok, (zwłaszcza, że pasażerów czwórka + ja) ale po namyśle i wykupieniu ubezpieczenia obawy moje zostały skutecznie uśpione i zdecydowałem się pojechać. I bardzo dobrze. Zakończenie wakacji na prawdę solidne. 

Jechały z nami jeszcze 2 koleżanki - Aga i Ania, tak że 3 kobiałki na pokładnie wróżyły kupę tobołów i mało komfortową jazdę. Całe szczęście dziewczyny zaprawione w podróżowaniu i stanęły na wysokości zadania, a i mój Klijok okazał się nad wyraz pojemny. :)

Koneserki sztuki, od lewej: Ania, Aga, Natalia i Roma.

Centrum dowodzenia Lublaną.

Napiszę jeno pokrótce o wrażeniach bo nie ma sensu całego tripu w szczegółach opisywać.

Kraj zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, szczególnie, że wcześniej moja wiedza na jego temat kończyła się na rozpadzie Jugosławii i wojnach domowych na początku lat 90. Mimo, że po odzyskaniu suwerenności w '91. roku Słoweńcy startowali podobnie do nas (a właściwie to bardziej burzliwie), to jednak ten kraj radzi sobie widocznie lepiej... Wygląda raczej jak państwo zachodnioeuropejskie, a nie postkomunistyczna republika. Najlepszy PKB z krajów, które podobnie jak i Słowenia w 2004 roku wstąpiły do UE, wielomilionowe inwestycje na każdym kroku i ogólnie jakaś taka... inna mentalność. Ale tak naprawdę to nie te fakty decydują o tym, że polubiłem to państwo. Ale o tym może później. Teraz w skrócie, o tym, co zwiedziliśmy.

Lublana - stolica polityczna, kulturalna i zarazem największe miasto - tu rezydowaliśmy. Pierwsze wrażenie miałem dziwne - taka sobie nowoczesna metropolia, bez wyrazu i smaku. Dopóki nie zobaczyłem starego miasta... Wtedy zmieniłem zdanie - przepiękna starówka, nad którą wznosi się wzgórze zamkowe, wąskie uliczki itp. Znawcą architektury nie jestem, ale urzekło mnie :) 

Był i czas na bibczenie i na relaksik. Jako, że nasze koleżanki zgłębiają wiedzę na temat sztuk pięknych, zwiedziliśmy również kilka wystaw w ramach poinżynierskiego odchamiania się. :P Dobrze czasem zażyć trochę kultury. 

Tu polski akcent - wystawa zdjęć z Małopolski

Ciekawym miejscem był squot Metelkova. Autonomiczne osiedle, które kiedyś było jugosłowiańskimi koszarami, a dziś wieczorami tętni życiem. Pełno tam indywidualności i co weekend dzieje się coś ciekawego. Raczej trzeba zobaczyć osobiście. :)

Jako, że Słowenia to mały kraj, to wszędzie blisko - na północy góry, na południu morze, w każdą stronę kilkadziesiąt kilometrów. Mieliśmy jednak dość mało czasu więc wybraliśmy północ. Zwiedziliśmy miasteczko Bled, malownicze, położone nad perłowym jeziorem, nad którym góruje zamek. Z Bled pojechaliśmy do Planicy, gdzie stoi największa skocznia na świecie.

Pozostałe miasta, które wybraliśmy, zwiedziliśmy już po drodze do domu. Był to Maribor i Graz w Austrii, który został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Maribor ładny, acz większego wrażenia na mnie nie zrobił, a Graz najbardziej chyba słynie z Kunsthaus (muzeum o futurystycznym kształcie) i kosmicznej kawiarni na rzece. Poza tym ładne miasteczko. 

Kunsthaus

Futurystyczna kawiarnia

A wracając do samej Słowenii - niby kraj jak kraj, ale o tym że odbebrałem go pozytywnie zdecydowały w sumie szczegóły np. to że woda z kranu jest pitna i nawet rząd do tego zachęca, wszędzie drogi rowerowe, ludzie uprzejmi i otwarci na każdym kroku, nie śmiecą, segregują odpadki itp. Właśnie pełno jest takich małych pozytywnych rzeczy w tym kraju. 

Ogólnie wyjazd bardzo udany i w dodatku w fajnej ekipie. Poznało się też kilku ludzi z różnych stron Europy i wszyscy pozitiv. :) 

"Hamburgerku? Kebabku?"

Na koniec jeszcze kilka spostrzeżeń:

  • kasztany są przereklamowane (lepiej nimi w coś grać niż je jeść)
  • jeśli w jakimś przygranicznym sklepie gdzie zatrzymacie sie po chleb i zobaczycie wielkie kulaste maskotki - za wszelką cenę trzymajcie je z dala od dziewczyn - jak już je dotkną to nie będą chciały puścić i będziecie musieli jechać 500 km z zapchanym autem
  • Turcy są tak samo denerwujący niezależnie od tego gdzie ich spotkacie. 
  • przesiądźcie sie na rowery :D
  • jak macie zamiar żonglować w pokoju, to zamknijcie wpierw okno
  • małe bramki z piłkami umieszczone w pisuarach są fajne
  • jeśli nachylacie sie do dystrybutora z wodą i boli was w krzyżu to rozejrzyjcie sie czy nie ma w pobliżu dystrybutora dla DOROSŁYCH
  • GPS z Tomaszem Knapikiem jest spoo, chociaż czasem każe skręcić ostro w lewo na środku autostrady.

To tyle,

pozdrowienia dla Natalii, Agi, Ani, Romy, Gruchy, Tima, Toma, Primoza Novaka i oczywiście Niki Oblaka.

Więcej zdjęć znajdziecie w GALERII NATALII

niedziela, 27 września 2009

Mic Check EP


Nu. Więc tak: kupiłem niedawno mikrofon i ogólnie trochę się moje domowe studio wzbogaciło w sprzęcicho, a że z wokalem mało miałem wcześniej do czynienia to trzeba było se jakoś poćwiczyć. Tak więc wziąłem ten mikrofon i zacząłem sobie rapować kawałki, które mi zawsze w ucho wpadały. Ale żeby nie było całkiem odgrzewanych kotletów to postanowiłem poćwiczyć do podkładów z innych kawałków - czasami z zupełnie innego gatunku muzyki. Tak się zrodził pomysł żeby zrobić z tego małą EPkę - 'Mic Check', czyli próba mikrofonu. Taka rozgrzewka i przedsmak zanim pojawi się tu moja własna twórczość, a pojawi się, myślę, już niedługo :) Jeśli ktoś lubi rap (choć w sumie nie tylko) to zapraszam serdecznie. Jest to 5 kawałków, ale każdy w innym stylu, więc dla każdego coś zwyrtnego.

Download: Mic Check EP (23 MB)

Bonżur!

No i sie stało sie...

Założyłem blogaska. :P Możecie teraz komciać focie, pisać jak to cudnie wyglądam i fokóle.

A tak na serio - pomyślałem, że przyda się miejsce, gdzie na bieżąco będę mógł pisać, czym się zajmuję, co mnie piko i ogólnie, co aktualnie porabiam. Stronki własnej nie chciałoby mi sie aktualizować, a i ludzie rzadziej by zaglądali, więc padło na bloga. Poza tym ten blog będzie robić trochę za motywator - jeśli nic tu się nie będzie pojawiać - znaczy, że się opierniczam i można mnie lutnąć w ciemię. Raczej nie przeczytacie tu o tym jak było ostatnio w Zanzi, czy ile piw pękło w Druidzie, no chyba, że rzeczywiście coś się tam wydarzy dziwnego :D Będzie tu o moim muzykowaniu, czasem coś tam skrobnę może publicystycznie (hmm), czasem coś o tym co aktualnie robi SoftSpine itp. Ot taka moja nora w internecie. Na pewno będzie dużo o muzyce :) 

Polecam jeszcze na dole stronki kliknąć w subskrypcję (Atom), takie małe udogodnienie, które powiadamia o nowościach, a jest już w praktycznie każdej przeglądarce. Oszczędzi wam czasu, a jak kogoś ciekawi co tu porabiam to będzie na bieżąco :)

pozdrawiam i zapraszam do szurania


Free Blogger Templates by Isnaini Dot Com and BMW Cars. Powered by Blogger