"gonna go far, with charisma and skill until they put my face on a million dollar bill"
Slug

środa, 6 października 2010

Głos podziemia :D

Krótko będzie, bo jak ludzie widzą dużo tekstu to im się nie chce czytać. Od ostatniego wpisu usiłował Romuś ruszyć po wakacyjnym rozmymłaniu. Czeka na odpowiedź od być może przyszłych pracodawców (całe szczęście nie na zasadzie "to jak coś to my oddzwonimy"), ale czekanie to strasznie męczące, zatem w ramach odskoczni podjął Romuś z niejakim N.E.X.'em współpracę i stworzył kawałek. Kawałek zupełnie inny niż poprzednie bo nawiązujący do lat 90tych kiedy królowały Flying Steps i Music Instructor. Tak, tak electro freestyle, z tym, że tym razem zajął się Romuś wyłącznie wokalem.

N.E.X. feat. Redvibes - Digital Underground by redvibes

Digital Underground - cyfrowe podziemie, piękny przekaz i piękna forma. :D Poza tym trwają drobne prace nad e-wizerunkiem Być może przyszłość Romusia skrzyżuje swoje drogi z netlabelem 3style Records na którego czele stoi właśnie N.E.X. Się okaże. Póki co, woniejcie aromat schyłka zeszłego wieku :D

czwartek, 12 sierpnia 2010

Szlakiem Orlich Gniazd

Korzystając z trwającego jeszcze urlopu Agaty, postanowiliśmy zrobić mały wypadzik samochodem. Pomyślałem o Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jako że blisko i od dawna chciałem zobaczyć zamki na szlaku Orlich Gniazd. Przez 3 dni zwiedziliśmy 12 zamków, po drodze zdobywając jeszcze malownicze szczyty i jaskinie. Niektóre dostępne dla wszystkich, inne zamknięte, albo dostępne za opłatą, ale w mniej lub bardziej legalny sposób udało nam się zobaczyć każdy z nich z bliska. Trochę nie w duchu harcerskim, bo podróżowaliśmy samochodem, ale dzięki temu zwiedziliśmy tak dużo w tak krótkim czasie. Króciutko napiszę o każdym z nich. Klikając na zdjęcie zobaczycie je w powiększeniu w galerii Picasa. Na końcu również link do pozostałych zdjęć z wypadu.




Zamek w Olsztynie

Rozległe i dość ciekawie wyglądające ruiny. Wstęp płatny tylko na wieżę. Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1306 roku. Niegdyś Olsztyn miał prawa miejskie i był znaczącym miastem, które miało burzliwą przeszłość. W 1587 roku zamek zaatakowały wojska austriackie. Wojskiem dowodził Kacper Karliński. Porwano mu wówczas kilkumiesięcznego syna i wraz z jego piastunką wystawiono na pierwszą linię ognia. Obrona zamku powiodła się, jednak kosztem życia syna. Zamek uległ wtedy zniszczeniu, potem doprawili go Szwedzi podczas potopu w 1656 roku, i tak stopniowo popadał w ruinę powodując również spadek znaczenia samego miasta które, dziś jest już tylko małą wioską.




Zamek w Mirowie

Ze względu na zły stan wejście na mury zamku w Mirowie jest zabronione, jednak mimo to klimat tego zamku zrobił na mnie największe wrażenie. Zaplanowałem sobie nocleg pod tymi ruinami i tak też się stało. Powstały w XIV wieku miał wielu właścicieli, zrujnowany został przez Szwedów, potem jeszcze trochę służył, ale wraz z ostatnim właścicielem odeszły dobre czasy i popadł w ruinę. Obecnie jest własnością rodziny Laseckich, która prowadzi na jego terenie prace archeologiczne.




Zamek w Bobolicach

Zbudowany w połowie XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego. W 1370 zamek wszedł w posiadanie niejakiego Władysława Opolczyka, który wpuścił na zamek Niemców i Czechów. Ci łupili okolice i spiskowali, co nie spodobało się Władysławowi Jagielle, który zrobił z nimi porządek i od tej pory zamek często zmieniał właścicieli. Zamek został również spustoszony przez Maksymiliana Habsburga w 1587. Potem go odbudowano ale w 1657 oczywiście przyszli Szwedzi i popsuli go doszczętnie. Dziś zamkiem opiekują się wspomniani wcześniej Laseccy, dobrze im idzie, ale mogliby nas wpuścić do środka to bym się nie obraził.




Zamek w "Bąkowiec" Morsku

Mało wiadomo o jego początkach, prawdopodobnie pierwszą drewnianą warownię wzniesiono w XIV wieku. Standardowo budowlę naruszyły wojska szwedzkie. Obecnie wokół zamku znajduje się ośrodek wypoczynkowy wraz ze stokiem narciarskim i innymi pierdołami. Główna atrakcja natomiast jest zamknięta i można sobie co najwyżej wokoło pochodzić i poczytać o rosnących w pobliżu krzakach. Niestety, w tym przypadku prywatny właściciel spaścił sprawę. Zamek nie zrobił na mnie większego wrażenia. Ze względu na drzewa nawet zdjęcia fajnego nie mogłem zrobić. A szkoda.




Zamek w Ogrodzieńcu

Zamek w Ogrodzieńcu jest jednym z popularniejszych na Szlaku Orlich Gniazd. Taka trochę komercha ;) płacimy za wstęp, przy czym zniżka dla młodzieży jest śmieszna, na dziedzińcu handel drewnianymi mieczami i innymi pierdołami. Ludzi dużo, może nie jakieś multum, ale przy źle wytyczonej trasie zwiedzania, potrafi człowieka zdenerwować jak przeciska się wciąż z jakimiś koloniami. Ale co Ogrodzieniec to Ogrodzieniec, duża powierzchnia, ładny widok ze skałek z naprzeciwka, pozostałości po planie filmowym "Zemsty" A. Wajdy i tylko szkoda, że i tutaj zawitali Szwedzi (i to dwa razy).




Zamek w Pilicy

Ten zamek troszkę mnie zaskoczył. Wygląda bardziej jak pałac z tajemniczym ogrodem niż Orle Gniazdo. Przez lata na przemian niszczał i był odbudowywany i pewnie stąd ten zupełnie inny styl. Szwedzi zamek co prawda zdobyli, ale nie zniszczyli. Po II Wojnie Światowej służył jeszcze jako dom dziecka, pod koniec lat 80. przeszedł w ręce prywatne i do teraz trwają prace remontowe. Teren jest zamknięty, ale nie mogliśmy tego zamku nie obejrzeć. Nie zdziwiłbym się gdyby tu po nocach jakieś duchy latały.




Zamek w Smoleniu

Z początku wydawało się, że nic tu ciekawego nie zobaczymy. Ruiny pozostałe po wieloletnich przejściach, przypieczętowanych jeszcze najazdem wiadomo kogo w tym roku zostały jeszcze nadwerężone przez katastrofalną zimę, która uszkodziła wiele pobliskich drzew jak i same mury. Teren był zamknięty i porządkowany, jednak postanowiliśmy podejść bliżej. I tak stopniowo coraz głębiej wchodziliśmy i odkrywaliśmy piękno tych ruin, aż doszło do tego, że wspiąłem się pod najwyższą basztę. Dzięki temu, że ten zamek taki niedostępny, stał się moim ulubieńcem na szlaku. Właśnie o takie zwiedzanie mi chodziło w tej wyprawie.




Zamek w Bydlinie

Ta budowla, być może w przeszłości piękna, dziś niestety zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie z wszystkich. Standardowa historia, koniec XIV wieku, budowla obronna, która przez pewien czas pełniła również funkcje sakralne. Właściwie to do końca nie wiadomo, czy to od samego początku nie miał być kościół. Przez lata z dwudziestu właścicieli i na końcu nasi kochani Szwedzi. Cóż, historia bywa podła.




Zamek w Rabsztynie

Pierwotny zamek powstał w XIII wieku i był drewniany. Przyszedł Kazik Wielki i go ukamienił. Tak jak i pozostałe, ten również często zmieniał właścicieli, został rozbudowany w stylu renesansowym, aby później zostać splądrowany przez wycofujące się (nareszcie!) wojska szwedzkie. W drugiej połowie XIX wieku dobili go jeszcze poszukiwacze skarbów, którzy wysadzili jedyne co zostało - basztę i mury zamku dolnego (budowla u podnóża zamku). Obecnie odbudowywana jest brama i wieża strażnicza. Zamek jest ponoć otwarty w weekendy - my się nie załapaliśmy, ale wlazłem na widoczne na zdjęciu skałki i zobaczyłem sobie go również od środka. Prawdziwe Orle Gniazdo. Ruiny pojawiły się w filmie "Karol. Człowiek, który został papieżem".




Zamek w Pieskowej Skale

Najbardziej znany na szlaku, jako jedyny zachowany w miarę w dobrym stanie. Znany z filmów takich jak "Janosik" czy "Stawka większa niż życie". Mnie tam się nie podobał, bo wolę średniowieczną surowość niż renesansową manierę. Ładny ogródek, niedaleko Maczuga Herkulesa i tyle. W dokumentach o miejscowości napisane po raz pierwszy w 1315, natomiast zamek powstał w XIV wieku. Istniała jeszcze część górna, na skale zwanej Dorotką, ale się nie zachowała. Było kilka pożarów i przeszło stado koleżków z północy także lekko nie było. Zamek znajduje się na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego, u jego podnóża są stawy, w których pływają żabki, które w czasie godów są aserkurowane przez wolontariuszy, żeby ich coś nie rozjechało na pobliskiej drodze.




Zamek w Ojcowie

Z tego zamku niestety bardzo mało zostało. W dobrym stanie jest tylko brama, oraz (obniżona) baszta. Poza tym fragmenty murów. Skubane Szwedzy użytkowały obiekt jako magazyn żywności i broni, później zamek został po prostu zaniedbany. Tradycja głosi, że nazwa, w swej pierwotnej formie brzmiąca Ociec, została nadana przez samego Kazimierza Wielkiego, na pamiątkę walki o tron królewski jego ojca, Władysława Łokietka, który w okolicznych jaskiniach znajdował schronienie. Co ciekawe, historycy nie wykluczają takich wydarzeń, stąd też możliwe, że np. nazwa Jaskinii Łokietka jest uzasadniona.




Zamek w Korzkwi

Ten zamek został wykupiony przez prywatnego inwestora i w tym wypadku bardzo dobrze, że tak się stało. Obiekt jest pięknie odrestaurowany, nie jest jakoś specjalnie pozamykany, więc można zwiedzać, a służy obecnie jako ekskluzywny hotel. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Odnowione drewniane krużganki, stylowe wnętrza i kibelek za darmoszkę. Świetne miejsce na zorganizowanie np. konferencji.

Więcej zdjęć w galerii Picasa:

Jura 2010

Wniosek z wyprawy taki, że Szwedzi to okropny naród, rozwalają wszystko czego się dotkną. :P Rewelacyjna wycieczka, polecam każdemu kto chce trochę spokoju. :) Mnie się przydało po nadmorskich szaleństwach. Teraz czas zejść na ziemię i zająć się zaległymi sprawami. pozdr!

No comments przez duże NO COMMENTS!*

Bry!

Skończyło się szlajanie po Polsce, fajnie było, ale jednak w domu najlepiej, nie ma to jak kupkę zrobić u siebie i wyspać się w swoim łóżku :D

31.07 - 8.08 było się nad pięknym naszym morzem, w Chłapowie koło Władysławowa. Krótko napiszę, bowiem nadmorski wypoczynek jak to zwykle bywa, polegał głównie na pićku, imprezowaniu i smażeniu korpusu, a obiecałem sobie, że o tym nie będę na blogu pisał . Aczkolwiek staraliśmy się z ekipą urozmaicić troszku ten pobyt i myślę, że wyszło. Oprócz imprez we Władku zwiedziliśmy też Hel (Łelkom tu heeell!) i inne okoliczne miejscowości. Zawitałem też ponownie w Gdańsku, gdzie aktualnie odbywa się Jarmark Dominikański. Fajna sprawa, można dużo pieniędzy zostawić, :D szczególnie jak ktoś coś kolekcjonuje np. płyty winylowe. Wakacje zaiste chędogie, mimo, że podróż samochodem była dosyć męcząca.

Pozdrowienia dla Agaty, Angeliki, Asi, Dawida, Ilony, Moniki i faceta, który w 30-stopniowym upale chodził po plaży w stroju Puchatka :D

W kolejnym poście napisze Romuś co robił od 9 do 11 sierpnia ;)

PS. Tytuł posta nie ma na celu wyrażenia negatywnych emocji - jest do znane kaszubskie przysłowie, zdobywające teraz dużą popularność wśród pomorskiej młodzieży. ;)

niedziela, 18 lipca 2010

Lato 2k10 = same zmiany

Czołgiem!

Dzisiaj trochę chłodniej, można się w końcu skupić na czymś innym niż piwo. Połowa lipca już za mną, część planu osiągnięta, niestety nie całość, ale jak to moja druga połówka mówi: nie wszystko można mieć... (na raz).

Otóż proszę Państwa, 8 lipca br. Romuś został magistrem inżynierem. :D Taak, taak kto chce mnie dotknąć? Studia pokończone, jeszcze papierki trza pozałatwiać, kary w bibliotece popłacić itp. Natomiast poszukiwania pracy trwają, polegają na razie głównie na zaliczaniu mniejszych lub większych zonków i przez to mam (niekoniecznie planowane) wakacje. Jak to za starych czasów - jestem goły i wesoły, bo w branży logistycznej ( :P ) już nie pracuję. 

Ale nic to, są za to inne zajęcia. Muzyczną karierę osobistą ostatnio troszku odsunąłem z racji samoedukacji oraz faktu, że udzielałem się w zespole zwanym obecnie Tu-100 (dla cierpiących na niekumacje: Tu-sto, od tustego grania :D ). 

Krótko może powiem jak to się zaczęło. Otóż Kret zwany Sziszą, zapoznał mnie jakieś pół roku temu ze znajomkami, którzy grali sobie taki d'n'b na instrumentach, ale szukali wokalisty. Stefan (basista), przesłuchał moje wcześniejsze wypociny i stwierdził, że mam przyjechać bo się nadaję. Przyjechałem, wykrzyczałem Painkillera (bo nagłośnienie wziąłem z domu, więc średnio dawało radę :P ) i tak się zaczęła moja przygoda z zespołem. Co piątek próby, po próbie impreza i tak jakoś do lata przeleciało, głównie na graniu luźnych interpretacji różnych rapowych tekstów na ciężką nutę i próbach zmuszenia mnie do grania na klawiszach (DUH!). Jak to określił Berek, gitarzysta nasz - gramy c...stwa na przemian z rozpie...olami. :D

Przyszedł jednak lipiec, Lubosz - nasz bębniarz poleciał do Anglii i tak zostaliśmy w trójkę. Póki co kilka razy spotkaliśmy się w mieszkaniach i nagraliśmy kilka naszych interpretacji. Nagraliśmy osobno każdą ścieżkę, perkusję poukładałem w Reasonie (niestety żywa perka - mimo że mój ulubiony instrument - przy nagrywaniu bywa uciążliwa) i tak póki co powstały 2 covery, a jeden premierowy kawałek jest na warsztacie.



TU-100 - 99 Vixas by mr_baryla


Tu-100 - Rage Against The Classic by redvibes



"The Almighty Lać" - bez niego by nie dało rady

W związku z wyjazdem Lubosz zaproponował mi także (za co mu jestem niezmiernie wdzięczny), żebym się zaopiekował pod jego nieobecność perkusją, co też ochoczo uczyniłem. Zeszły tydzień przejeździłem po szkołach w okolicy i jak wypali z miejscówką w rodzimej jedenastce od wtorku zaczynam napier...ać. Co z tego będzie - się zobaczy, a raczej usłyszy.

Poza tym, ważna dla mnie rzecz (last but not least!) Romuś życie pokonuje teraz we dwójkę, ale o tym może przy okazji następnego posta, który mam nadzieję w przyszły weekend :)

piątek, 4 czerwca 2010

sie robi!


Krótka notka, żeby nie było że się opierniczam :) 

http://sferoid.nstrefa.pl/skn_sferoid/

w połowie strony gdzieś tak.


P.S. Może komuś coś wydrukować? :D

środa, 28 kwietnia 2010

Durchsystem


Środa. Wyspał się już człowiek po weekendzie a weekend był zwyrtny, więc można coś napisać :)W piątek wczesnym rankiem spotkał się człowiek z Krecikiem i pognał człowiek na pociąg spod szyldu TLK (Telepie Lub Kolibie), i wyruszył z Katowic do pewnej wsi na pomorzu. Przeszło 10 godzin jazdy, ale w trasie spotkaliśmy miłego bluesmana (żywcem wyjęty z filmu Blues Brothers - zresztą zagrał nam nawet na jednej z ośmiu swoich harmonijek :D ), któremu ulżyliśmy przy rzucaniu palenia, on nas poczęstował whisky i jakoś trasa zleciała. Potem mała przesiadka i jeszcze trzeba było drałować z 2 godziny do Kreta na wiochę do Osin. Piwko w dłoń i dało radę. Na koniec jeszcze grill i w pryko bo nazajutrz pobudka o 3:25 (poibało nas).



Rankiem, a właściwie w środku nocy półprzytomni pognaliśmy na dworzec dzierżąc latarkę, którą z racji rozmiaru można w razie czego zaibać dzikowi albo turkawce leśnej. I znów dworzec, piwko i podróż, tym razem już do Gdańska. Na miejscu byliśmy przed 9, więc mieliśmy cały dzień na zwiedzanie.

Coś się na głównej ulicy starówki działo, więc postanowiłem w informacji zapytać OCB. Jakieś uroczystości związane z Francją, przez co później zobaczyliśmy jak starówkę przemierzał Napoleon, wraz z ekipą na ustawkę. Poza tym jakieś eventy sportowe, koleś skakał na rowerku i takie tam.

Pan na skacze na Romecie

Napoleon Hools przed ustawką 

(Zdjęcia małe, ale coś mi się telefon upaćkał i się rozmazały) 

A najważniejszym wydarzeniem była akcja "Rozsmakuj się w Gdańsku", dzięki której 70 knajp oferowało w ten weekend wszystko za pół ceny. Lepiej nie mogliśmy trafić. Zwiedzaliśmy sobie do późnego popołudnia całe miasto, co chwilę racząc się posiłkiem lub Okocimiem za pół ceny. :D Koło 17, kiedy na starówce zaczęło już pizgać, udaliśmy się na plac Solidarności i pod Pomnik Stoczniowców, gdzie zaczęrpnąłem trochę historii, a potem już pod Centrum Stocznia Gdańska, gdzie miało mieć miejsce to po co przyjechaliśmy - DJ Set Pendulum.

Nim otwarli bramy poznaliśmy jeszcze paru ciekawych ludzi m.in. parkę, która w tempie 50PLN/h strzelała na wjazd na inny koncert. O 21 otwarli w końcu bramy i... przemilczę może jak wyglądały kolejki i samo wejście, ale kiedy się już dostaliśmy to było spoko. Atmospheric na małej scenie i rozgrzewka przed setem, który jak to Pendulum, może nie był odkrywczy, ale dał ludziom to czego chcieli. Mnie tam się podobało :) Verse też dał radę, myślałem że chłopaka rozpuknie od tej energii. Potem jeszcze 2 godzinki afterku na małej scenie i po 5 zebraliśmy nasze zwłoki na dworzec. Kilka minut po 7 każdy z nas zabrał kufer do pociągu i udał się w swoją stronę - ja na Śląsk, Kret do Osin. 10 godzin powrotu minęło mi na przemian kimaniem i czytaniem książki. Weekend na durchsystemie - i człowiek nabrał sił do działania, w końcu obrona dyplomu zbliża się wielkimi krokami, więc trzeba ten pałer skądś wziąć. Na koniec jeszcze początek setu (G widać a jeszcze bardziej G słychać, ale może wam da mały posmak, filmik nie mój). A jeśli kogoś ciekawi co to za kawałek, to odsyłam na stronę http://www.pendulum.com/360 gdzie możecie zobaczyć klip do tego kawałka w pełnym 360! :D Fabuła może i zdupna ale sama technologia spoko. Jak poszukacie w nim ukrytego kodu to jeszcze ściągniecie singiel w formie mp3.






Tyle! pozdr i niech durchsystem będzie z wami!

sobota, 13 marca 2010

D'n'B for fri

Dla tych co lubio szpas, czyli drum'n'bass:

Jest taki mały netlabel, który łapie rodzimych i jakże niedocenianych producentów tego gatunku i pomaga im troszku polecieć. Wydał ostatnio składankę z dobrą acz nie za hardą muzą swoich podopiecznych: Loud and Proud

Można go za darmo pobrać spod tego linka:

Esthetic Records Presents: VA - Loud And Proud [ESTH001]

Tracklista: (Paracyte to mój znajomy z forum BF :] )

01. Paracyte - Drawing Fire [5:17]
02. iRON - Breath In Your Fears [6:22]
03. Luc October vs Beat Machine - Dangerous Freak [5:24]
04. Tehnik - Old Gods Die [5:34]
05. Yogoorth & ZiZu ft. Kasiarzyna/Monopol - Mamy Tę Moc (Radicall RMX) [7:44]
06. eSeR - The Mass [4:36]
07. Hariz - Intense [6:40]
08. Skyvaard [Standpoint] - Imagination [8:05]
09. Accidental Fusion - Abyss Flow [5:10]
10. MR-H - Falling Star [9:37]

Płytka na licencji CC więc można sobie do woli rypać. :)


Jakby z linkiem były problemy to tu majspisz: http://www.myspace.com/estheticrec

czwartek, 4 marca 2010

Sezon ogórkowy


Taki to pomysłek miałem :) Przeróbka utworu z czołówki Wściekłych Psów. Wspominałem wcześniej, że Tarantino trochę mnie zainspirował. :D

Możliwe, że za jakiś czas będzie jeszcze jeden kawałek nawiązujący do cudnych lat 70tych. :D

Póki co to sezon ogórkowy, kupa rzeczy do zrobienia, a ciężko z czymkolwiek ruszyć. Praca przejściowa ładnie zaliczona, ale to był tylko przedsmak przed nadchodzącą magisterką. Wypadałoby już poszukać roboty jakiejś konkretnej... :D Dobra nie ma co zanudzać o tym jak to mi się ciężko wziąć do pracy, trzeba po prostu ruszyć dupsko. ;)

pozdr!


Free Blogger Templates by Isnaini Dot Com and BMW Cars. Powered by Blogger